Aktualność
Wycieczka młodzieży Travemünde - Lübeck
powrot

Travemünde - Lübeck 01.05.2007

   Dzień 1 Maja 2007 spędziliśmy w ok. 15-osobowej grupie młodych w Lübeck oraz Travemünde. Dzień rozpoczęliśmy poranną Mszą św. modląc się o miłe spędzenie czasu, dobrą pogodę i humor. Ok. 8 rano wyruszyliśmy 3 samochodami do wyznaczonego celu. Przed nami było ok. 230 km... , a już po 20 min. musieliśmy zrobić przystanek „siusiu”.

   Cóż dzień zaczynał się ciekawie. Przed Hamburgiem „stróże prawa” przyłapali naszą „policjantkę” na złamaniu przepisów. Na co Ola odpowiedziala: „ich bin selber bei der Autobahnpolizei ... i sama sobie wpiszę mandat ” Tymi słowami wyrwała nas z opresji. Jakoś dojechaliśmy do pierwszego, planowanego miejsca, Lübeck. Oczywiście problem parkowania w mieście nas nie ominął. W krótszym czasie niż przypuszczano, znaleźliśmy dogodne miejsce na pozostawienie naszych aut. Odrazu, wychodząc z samochodów zaczęliśmy podziwiać piękną panoramę miasta, zza drugiego brzegu rzeki „Trave”. Zauważyliśmy, że stara część miasta jest zdominowana przez wieże kościelne (my weszliśmy do jednego z kościołów - Katedra). Do starej części miasta można było wejść przez jedną z czterech bram. Mieliśmy okazję przejść i podziwiać jedną z nich, „das Holstentor”. Cała, stara część miasta zachowała swój średniowieczny wygląd, ze starymi budynkami i wąskimi ulicami. Jednak Lübeck nie był naszym głównym celem. Nas młodych nie tak bardzo interesowało zwiedzanie zabudowań, co morze i zabawa nad nim . Po ok. 2 h zwiedzania i małego posiłku opuściliśmy naszą pierwszą przystań. Pojechaliśmy dalej w kierunku Travemünde. Wyszły „numery” z naszego dotarcia do celu. Okazało się, że nawigacja ks. Jana nie jest tak doskonała, jakby się mogło wydawać. Zamiast dojechać do piaszczystej plaży, „wbiliśmy się” w port promów na Skandynawię oddalony od Travemünde o ok. 10 km. Z odrobinką adrenaliny, bo tiry omijały nas z tak okropną prędkością, jakby miały w nas wjechać , opuściliśmy port. Ks. nastawil nawigację „iiiiiii...” okazało się, że znowu wróciliśmy do tego samego portu . U niektórych pojawił się śmiech na twarzy, u innych zdenerwowanie. W końcu „olaliśmy” nawigację i kierowaliśmy się swoją orientacją. Jak się okazuje, komputery nie zawsze są takie doskonałe.

   W końcu trafiliśmy nad naszą plażę. Dla jednych było to idealne miejsce na spacer nad brzegiem morza, na wyciszenie, na randkę (Magda B. i Jedrzej). Dla drugich zaś okazja do wariacji i dobrej zabawy. Dominik widząc wodę biegł do niej, jak mały dzidziuś do sklepu po lizaka. Potem siedział w morzu i czekał na resztę grupy, aby móc się z nimi „poplapkać”. Po chwili dołączył do niego drugi „dzidziuś”, Tomek. Obydwaj w ciuchach biegali po wodzie, chlapali się. Nieco później grupa podjęła próbę zmoczenia ks. Jana. Gdy już udało się choć na trochę wepchnąć Go w morze, skomentował to z uśmiechem od ucha do ucha : „ ... i tak mam drugie spodnie”. Po ekstremalnych zabawach w morzu przyszedł czas na opalanie i suszenie swoich rzeczy. Kilka osób w tym celu grało w siatkówkę (brawa dla Marty za zapał i chęci ) i inne zabawy z piłką. Dziewczęta (Ania, Magda, Ola) położyły się jak placki do opalania. Dominik jednak przerwal te monotonię. Napełnionym workiem zimnej wody z morza oblal leżące panie. Te, po rzuceniu kilku epitetów w jego kierunku, postanowiły złapać go i skąpać w morzu. ( Magda!!! Gratulacje za piękny upadek twarzą w piach). Po krótkim pościgu udało się schwytać sprawcę i nastąpił ceremonialny moment skąpania „Kochanie” w morzu . W między czasie inni obchodzili piękne tereny plaży. Uwagę ich przykuwały ogromne statki, latarnia morska. Jedną z atrakcji było szukanie ubikacji w sławnym hotelu „Maritim”. Wieczorem, kiedy odezwał sie głód, część (ta starsza) wybrała sie do ekskluzywnej restauracji „Seestern” i rozkoszowała się smakołykami prosto z morza. Ta druga część (młodsza) poszła tradycyjnie na kebaba z przypalonym i „gumowym” mięsem. Po posiłku odbyła się jeszcze mała sesja fotograficzna, zabawa na kręcących się ławeczkach, a po nich optymistyczny powrót do domu !!!.

Skutki: 

  • Sebastian i Aga  poznali się lepiej
  • ksiądz Jan stracił głos 
  • Dominik rozchorował się 
  • opalanie ks. Janowi nic nie pomogło, nadal mąka 
  • Ola lepsza niż nawigacja 
  • Tomek - fryzjer 
Aleksandra Belka  
Dominik Löhrke    
do gory
Polska Misja Katolicka, Stilleweg 12B, 30655 Hannover
© 2007, wykonawcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ost